czwartek, 20 czerwca 2013

Prawie u siebie

Chyba nadszedł czas na rozpoczęcie postów przeprowadzkowych. Nie są to jeszcze przenosiny w pełnym tego słowa znaczeniu, tylko raczej powolne zasiedlanie. Pomieszkujemy sobie teraz w obu domach na raz. To jest całkiem zabawna sytuacja. :) Przyjeżdżam z pracy i lecę do mojej nowej, fantastycznej kuchni upitrasić kolacjo-obiad (w tym tygodniu docieram do chałupki około 19:30 niestety dopiero). Ogarniam to moje królestwo jak skończę i wracam na stare śmieci. Tutaj zazwyczaj czeka na mnie kolejna porcja garów. Tym razem mniejszego kalibru bo to jakieś kubeczki i talerzyki tylko. Na noc się jeszcze nie przeprowadzamy bo ciężko byłoby się ogarnąć rano do pracy,szkoły, przedszkola nie mając na miejscu większości rzeczy.
Za to weekendzik przemieszkaliśmy w naszym nowym domku całkowicie. Było rewelacyjnie. Materac na podłodze w salonie jak na studenckiej domówce :), pokój dzielony z narzędziami budowlanymi i inne tego typu atrakcje. rewelka.
pst. pitraszenie w kuchni na wyłączność tak mi się spodobało że przed wczoraj popełniłam ciasto z truskawkami. No no jak tak dalej pójdzie jeszcze wyrosnę na rasową gospodynię :)
miłego dnia
Doomi

piątek, 31 maja 2013

Dzień Trolla

Nie wiem czy ktoś tu jeszcze czasem zagląda, w końcu skoro gospodyni ciągle nie ma....
Mam nadzieję że drugi długi weekend w tym miesiącu (ależ urodzaj!) upływa wam przyjemnie. Ja wczoraj pozwoliłam sobie na maksymalne lenistwo. Mmmm to było to: prawdziwy dzień trolla - przeszfendałam się cały dzień w stroju nocnym, co rusz to układając się w wyrze. Może gdyby takie nic nierobienie zdarzało mi się często dzień ten zawiewał by nudą ale że był to pierwszy aż taki od hohoho to nie nudziło mi się to byczenie wcale. Dzisiaj za to czuje się wypoczęta, odświerzona, wyciszona. Pięknie jest!

W tym temacie wiele więcej do powiedzenia nie mam więc opowiem pobieżnie o tym co tam u mnie słychować...
Prace budowlane przeszły w etap ogrodowy, równanie terenu, sianie trawki, sadzenie drzewek. Nawet grządką zgrzeszyłam ale z pewnym opóźnieniem i nie wiem co z tego wyniknie. Na razie nie wynika jeszcze nic a nic. Jeśli ogród ten w swej raczkującej postaci doczeka się jakiegoś uwiecznienia to powrócę do tematu obszerniej :). W każdym razie każda rozwijająca się roślinka cieszy niesamowicie. Przeszlismy też chwile grozy kiedy przesadzona wierzba zaczęła usychac. Strasznie było nam jej szkoda. Pierwszy raz w życiu przemogłam się w sobie i zdobyłam się na konwersację z roslinką mając nadzieję podtrzymać ja na duchu. dziwnie się jakoś tak czułam ale słyszałam że działa i to bardzo, bardzo. Nie wiem czy to efekt tych nieśmiałych rozmówek, wierzba opuściła się przepięknie. Jestem z niej taka dumna :)
Termin przeprowadzki trwa w zawieszeniu - jedno jest pewne że bliżej niż dalej i to cieszy mnie niesamowicie. Póki co to jeszcze tu i tam się dłubnie, to i tamto dokupi...
Wcale nie tak powoli zbliża się koniec roku szkolnego. W tym roku szczegulny zwłaszcza dla Młodej, która opuszcza podstawówkę i zaczyna jakiś tam nowy etap. Tym bardziej to przeżywa, że własnie w tym roku w jej klasie nastapiło jakieś cudowne przemienienie i zgrała się ta klasa fajnie... ech szkoda. że nie wcześniej..

pst. Potworella młodsza wygrała w przedszkolu konkurs plastyczny "misiowo". Bardzo jestem z niej dumna i ogromnie się ciesze. Pisze jednak tutaj o tym z jeszcze jednego powodu. Niesamowicie podobał mi się sposób nagrodzenia dzieciaczków. Maluchy rysowały ulubioną, wymarzoną maskotkę, taki projekt jakby. W nagrodę poza książeczkami które dostali pani nauczycielka uszyła dla zwycięsców zaprojektowane przez nich maskoty. Cudowny pomysł i przeurocza pamiątka (same projekty zostały zalaminowane). Bardzo mi sie ten pomysł spodobał. Brawo dla pani Kasi!!!!!

pozdrowionka
Doominion

wtorek, 7 maja 2013

Jadło

      W zasadzie na prawie każdym "babskim" blogu temat jedzenia jest dość często obecny. Nie wspominając już o blogach kulinarnych. Żeby nie wypaść z towarzystwa też poświęcę mu trochę miejsca i czasu. Zwłaszcza że tak naprawdę jest on dla mnie ważny :)
      Czytając/suuchając wypowiedzi na temat odżywiania znajomych zarówno w realu jak i online widzę że świadomość tego co jemy jest coraz większa. Zwłaszcza u kobiet. Naszym towarzyszom życia idzie to często nieco oporniej. Sama myśleć o tym co jem zaczęłam dość niedawno kiedy to zdarzyło mi się być na diecie. Wierzcie mi sama się sobie dziwię! 4 dni "Przed" zarzekałam się że niczym takim nie będę się katować. No i okazałam się gołosłowna (fajne słówko - lubię je). Popełniłam Dukana. Teraz. z perspektywy wiem że to pierońsko niezdrowa dieta ale zawdzięczam jej kilka pozytywów
- schudłam 15 kilo - tego w zasadzie nie trzeba komentować ale jednak wspomnę że dyszka z tego wróciła (czemu zapewne sama jestem winna bo nie przeprowadziłam diety do szczęśliwego końca)
- nauczyłam się Mniej Żreć czy też Żreć Połowę - no bądźmy szczerzy - nie wciśniesz w siebie kopiatego talerza twarogu :O
- nauczyłam się czytać etykiety i w ogóle myśleć o tym co w siebie wrzucam  - do tej pory było tylko kryterium smakowo-zachciankowe
- pokochałam warzywka!!!!!!
Chyba własnie to ostatnie cieszy mnie najbardziej. Nigdy fanem zieleninki nie byłam. Szczególnie w wersji surowej... Do obiadu mogło coś tam być ale wcale nie musiało a jeśli już to ogórek konserwowy wystarczył. Nie da się jednak Dukać z tak ograniczonym menu warzywnym jak moje. Kiedy na talerzu obok mięsiwka zabraknie ziemniarów (ewentualnie makarony, klusek, kasz,itp), jakoś trzeba ten talerz wypełnić. Dodatkowo warzywka zapewniają różnorodność w tej często monotonnej dicie (często w odniesieniu do tego jak dukają ludzie - bo wcale monotonna być nie musi i zdecydowanie nie powinna). Zaczęłam eksperymentować, szukać nowych smaków, przepisów. No generalnie przerzuciłam się na roślinki. I tak mi zostało. Az trudno uwierzyć ale coraz częściej ślinka cieknie mi nie na widok kebaba czy pizzy ale na widok papryczki, cukinii, szpinaczku .....
Wygląda więc na to że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :D
zmiatam - czas zacząć nowy, wspaniały dzień!

pst. udało mi się pogubić po drodze sześć z tych dziesięciu kilosków które wróciły. Ale tym razem bez spięcia, pomalutku (w ciągu roku) tak mimo chodem :)
doomininion


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

"Ada, to nie wypada"...


Nie wiem za dobrze jak to wygląda u chłopców za to doskonale znam ten temat z własnego dzieciństwa. Jejuśku jak ja nie cierpiałam tego tekstu: "to nie wypada!". Jeszcze gorszy był tylko "co ludzie powiedzą!".. I tak miałam szczęście, bo zainteresowanie mojej mamci opinią środowiska plasowało sie zdecydowanie poniżej średniej.  Ponieważ jednak byłam dziewczęciem niezdyscyplinowanym o raczej chłopięcych zainteresowaniach, takich jak wspinanie się po drzewach (szczegulnie upodobałam sobie ten sport podczas wizyt u rodziny, wystrojona w cienkie rajstopki i lakierowane buciki), przeskakiwanie ogrodzeń "na komandosa" i inne równie subtelne zajęcia, słyszłam znienawidzoną formułkę dosyć często. A teraz od czasu do czasu sama łapię się na tym, że za podobne "przewinienia" strofuje swoje potworelle dwie. Choć te konkretnie stwierdzenia raczej nie przechodzą mi przez gardziel mimo to wydźwięk jest raczej podobny kiedy mówie starszej żeby nie robiła obciachu (tkz. wiochy) czy prosze młodszą żeby "się zachowywała" ( w domyśle odpowiednio w miejscach publicznych czyli "przy ludziach"). Od razu w takich przypadkach pojawia mi sie czerwona kontrolka - wielka migająca z czarnym napisem - miałaś tego nie robić. W końcu podobnie do wszystkich nastolatków solennie przyżekałam sobie, że ja "nie będę taka"!
No i teraz pojawiają się dwie kwestie:
Pierwsze promo - czy da się dotrzymać takiej składanej sobie w wieku młodzieńczym obietnicy? Czy komuś to się udaje i czy jesli tak nie jest to świadectwem jego niedojrzałości?
Drugie primo - mnie się to wszystko rozjeżdża!!! Naprawde głęboko jestem przekonana, że nie moźna źyć pod dyktando innych, spełniać ich ambicji, rezygnować z jakiejkoleiwk cząstki marzeń aby dostosować się do ogółu. Staram się też uczyć tego swoje córki. Chcę żeby wiedziały, że tylko one mają prawo decydować o tym jak chcą przeźyć własne 5 minut na ziemi. One i ci których do tego prawa dopuszczą. Z drugiej jednak strony muszą mieć świadomość zależności istniejących w otoczeniu, niepisanych praw które obowiązują w ich środowisku, rozumieć, iż możliwość decydowania o sobie nie oznacza totalnej samowolki. A granica miejscami jest bardzo cienka.
Kilka dni temu zaczepiłam w tramwaju obcego chłopaka - zgroza! (hihi). Czytał był książkę która wydała mi się należeć do mojego ulubionego gatunku czyli fantasy. Pojawił się impuls - zapytam czy to faktycznie fantasy i czy warto tym zaprzątać sobie głowę (zwłaszcza zależało mi na drugiej informacji jako że pierwszą uzyskałabym od wujka google - autora i tytuł od razu odpisałam w notesiku). I jak na zawołanie z drugiej strony mojej głowy (.. eee w takim przenośnym rozdzieleniu przestrzeni myśli na dwie strony odzwierciedlające inne punkty widzenia... blablabla...) zakiełkowało: ale tak głupio...! tak obcego, a tu akurat jakaś pani usiadła koło mnie, pomyśli że ja stara baba podrywam młodych mężczyzn w środkach komunikacji publicznej... a może by tak poczekać aż pani wysiądzie.. może nikt wtedy nie zwróci uwagi...
NO CHYBA MNIE POGIĘŁO BYŁO!!!!
Oczywiście jak tylko zdałam sobie sprawę z głupoty tych myśli, zaczepiłam, zapytałam i wszystkiego się dowiedziałam. Nie powiem chłopak nieco zaskoczony był. ;) No i co z tego? Nie dajmy się paranoi. Przy okazji jednak uzmysłowiłam sobie jak głęboko siedzą w nas wpojone nam przekonania. Własnie dlatego chciałabym takiego wpajania wobec własnych latorośli uniknąć.

pst. Pamiętacie panią Bukiet? - taaaaa niejedną taką bukietową znam...
domi






sobota, 13 kwietnia 2013

bajki dla dorosłych

Ajajajaj..
...strasznie długo mnie tu nie było. Ostatnio sporo spraw mnie zaprzątało..zmiany w pracy, obowiązki domowo-rodzinne .. no i w dodatku zaczytałam się na zabój :)  Kocham TO!!!!
Przy okazji muszę przyznać, że kompletnie nie rozumiem jakim cudem statystyczny Polak tak mało czyta! To nie wydaje mi się możliwe. Znalazłam wprawdzie dość odległe od siebie wyniki w internecie wszystkie jednak jak to mówią "szału nie robią"! Podobno przeciętnie czytamy jedną książkę na rok. Są też dane że:
około 38 % z nas nie czyta WCALE (bo tylko tak można określić przeczytanie mniej niż jednej książki na rok)
13% czyta ze dwie rocznie
11% do 4 a 16% od 5 do 10
i w końcu około 16% powyżej magicznej dyszki.
I nie chodzi mi o to nawet, że to jakoś tam mnie bodzie po Ego. Nie muszę się przejmować takimi zestawieniami bo wiem, że czytam znacznie więcej. /swoją drogą gdyby mnie łaskawie uwzględnili w statystyce może podniosłabym tą średnią? ;) - taki przebłysk nieskromności/ Chodzi o to że wbrew tym newsom wszędzie wokoło widzę ludzi z książkami. (bynajmniej nie dla szpanu). Podróżuję uparcie komunikacją miejską i w autobusach , w tramwajach, widok ludzi zaczytanych nie jest jakąś rzadkością. Raz nawet czułam się otoczona przez czytaczy (akurat kiedy ja nie miałam czego poczytać, co odczuwałam dość boleśnie). Bez ściemy, na najblżzszych siedzeniach naliczyłam (!!!) 9 osób z książką.  Jeden za drugim, a wśród nich 3 (w tym niestety JA!) bez.
W zasadzie odbiegłam od tematu. Tylko jakoś tak nie mogłam się powstrzymać :). Tak wiec, zaczytałam się. W czym? Nawet jak nie chcecie wiedzieć to wam powiem. W fantasy. I w zasadzie o tym miał być pościk. O bajkach dla dorosłych. Kiedy mówię, że uwielbiam fantasy bardzo często spotykam się z pobłażliwym uśmieszkiem. Ci co nie czytają, mają to gdzieś ale ci co czytają (jeśli tak jak ja nie są fanami tego gatunku) dziwią się, że poświęcam czas na coś tak mało "ambitnego". Bo to przecież "takie bajki"... DOKŁADNIE, Swojego czasu liznęłam coś niecoś o bajkach i baśniach. Mają ogromne znaczenie kulturotwórcze. Zresztą nawet ci co nie czytają dla własnej przyjemności starają się czytać bajki dzieciom ( w każdym razie jest taka grupa ludzi), bo mówi się, że to rozwija. Ale dlaczego? Dlatego, że bajki (baśnie i mity) kształtują system wartości. Z fantasy jest nie inaczej. Tutaj także trwa walka dobra ze złem a wszystkiemu przyświeca morał/przesłanie. Czasem nawet dość nachalnie.
Na ten temat mogłabym napisać kilka "stron", już nie mówiąc o tym że mogłabym przegadać całą noc o tych książkach. Przed chwilą zamknęłam ostatni (dziesiąty) tom Miecza Prawdy - ostatnie tygodnie płynęłam na fali tej serii. Kolejne, wcale nie cieniutkie tomy połykałam jak powietrze. I chociaż myśl przewodnia czasami raziła. Chociaż była powtarzana czasem zbyt często i nachalnie to dzięki tym książkom towarzyszyła mi przez prawie dwa miesiące. "Nie ma nic cenniejszego niż życie, które każdy powinien móc przeżyć według własnej woli!" Banał?! Taki o którym warto pamiętąc moim zdaniem :)
Kiedy nieraz myślałam, że fajnie byłoby wyskrobać trochę czasu na boga, miałam zupełnie inne posty do przekazania. Będą musiały poczekać bo ten sam się wypchał właśnie teraz :)
Pozdrawiam was serdecznie
pst. serialowy Miecz Prawdy w porównaniu z książką jest niestety cieniutki ale postaci wypadły im całkiem nieźle (szkoda że skopali scenariusz)
psst. A właśnie leci 3 sezon Gry o Tron - książeczki czekają, jeszcze ten miesiąc postanowiłam się ponapawać serialem - jak już przeczytam to mogłabym stracić ochotę na oglądanie ;)
pssssssst. a to machnę wam jakąś fotkę z Miecza Prawdy, a co..



wtorek, 12 marca 2013

w wolnej chwilce :)

Zajrzałam do was na chwilkę pomiędzy różnymi zajęciami. Pomyślałam, że fanie byłoby wam o czymś poopowiadać, chociaż nie przychodzi mi do głowy nic konkretnego. Dla mnie jednak każdy pretekst jest dobry żeby się spotkać. :)
Skoro już zatem tu jestem to wyspowiadam się z moich szumnych porządkowych postanowień:

Pokładowy Dziennik Porządkowy
Dzień 1- Ruszyłam ostro zaraz po odłożeniu myszki. Wypłynełam na głębokie wody i jestem z siebie bardzo dumna. Wiem, że efekty mojej pracy nie utrzymają się zbyt długo ale nawet ta świadomość nie odbiera mi satysfakcji :) Więc:
-korytarz - Ok. korytarzyk - ale nie rozmiar jest tu istotny tylko stopień zagracenia. Wierzcie mi to był korytarz przez duże K. Zajęłam sie nim dogłębnie, nie żadne takie pobieżne ogarnianie jak zazwyczaj. Odgruzowałam, odpajęczyłam /wstydzik/, posegregowałam - w efekcie cała reklamówa butów poszła precz, wypucowałam / barierkę pucowała córcia - moje słoneczko/. Przebrnęłam przez wszystkie kąty.. i tu niespodziewanie znalazłam siatkę orzechów włoskich, ładnie podeschły, teraz trzeba je tylko wyłuskać :)
- pokój dzienny - w zasadzie jest to cała istota naszego mieszkanka. Dysponujemy jeszcze przestrzenią sypialniano-przechowalniową, w której trzymamy pewną część naszego grajdołku. Wyobraźacie sobie cały dobytek czteroosobowej rodzinki na takim szalonym metrażu? Jasne, że wszystko pęka w szwach i wylewa się gdzie popadnie. Tak że czasem przejść trudno /wstydzik, znowu/. Zajęłam sie parterem /strefą przypodłogową/ i ogólnym doprowadzeniem pokoju do stanu używalności.
pst. wracam wieczorem z budowy, styrana ale szczęśliwa, a moja młodsza latorośl wita mnie okrzykiem: "Popatrz mamo jak Gabi ładnie posprzątała!" /tak zwany :blink:/ .. tak w ramach dygresji
- prace rutynowe czyli gary /razy 3/, wielokrotne pranie, segregacja smieci itp.
- nasz domek kochany - na koniec postanowiłam się zmierzyć z farbą zaschniętą na framugach. Dałam jej popalić :)
Dzień 2 - Leniwa Niedziela / no prawie Dzień Trola jak to mówi koleżanka, prawie bo jednak się ogarnęłam/ - pozwoliłam sobie na nic nierobienie - oczywiście nie licząc prac rutynowych ;)
Dzień 3 - osiadłam na mieliźnie- po pracy tknełam tylko to co tykać musiałam: popitrasiłam i gary pomyłam. Do czynnosci pomycia przyłączyła się potworella starsza. W wyniku pomywania wykluła się głupawka. :):):)  trochę dziwnie domownicy na nas spogladali :) Głupawka zaś zaowocowała wspólnym oglądaniem bajki "Megamocny". Mocna rzecz! Mała była nieco zdegustowana naszym rozbawieniem... Fajny wieczór to był...

no i tak z niczego znowu pościk o sprzątaniu... hmmm. Przynać się w dodatku muszę, że trochę odgrzewany.. byłam już kończyłam go klikać kiedy jak to ja nacisnęłam COŚ! i wszystko poszłooooo. Wersję numer 2 zanotowałam więc na kartce dla uniknięcia podobnych cosiów i dopiero teraz przeklikałam tutaj. Taaa trochę techniki i człowiek sie głubi ;)

pst. odkopałam przypadkiem rysunek który popełnił dla mnie wirtualny znajomy. Właśnie apropo sprzątania, w tym wypadku jeszcze budowy:)

miłego dnia :) doominion

sobota, 9 marca 2013

Zbieractwo, kolekcjonerstwo kontra wiosenne porządki

Gdzieś kiedyś przeczytałam, że zbieractwo jest naszym ewolucyjnym dziedzictwem po ludach koczowniczych czy pierwotnych, które wykorzystywały wszystko co znalazły, dla których wszystko mogło okazać się przydatne. We mnie to dziedzictwo jest zdecydowanie silniejsze niż w innych. Jestem ciężkouleczalnym zbieraczem-kolekcjonerem czyli straszną bałaganiarą. Wszystko uważam albo za potrzebne, albo ulubione albo pamiątkowe. A jak żadna z tych kategorii nie pasuje to znajdę inny pretekst żeby nie wyrzucać. Siłą rzeczy ma to jeden rezultat - zdecydowanie za dużo wszystkiego na zbyt małej przestrzeni, tak zwany bajzel. Oczywiście mają w tym swój udział pozostali członkowie mojej familii: potworelle bez wątpienia odziedziczyły maminą zdolność do robienia wokół siebie pobojowiska.
A w przeszłości było jeszcze gorzej ... Miałam wtedy ogromne kolekcje różnych pierdół. Czego u mnie nie było.. klasówki z podstawówki. Papierzysków wielkie sterty. Pudła, torby i koperty...  Świstki, szczępki, duperele i różności innych wiele :) 
Aż trafiłam na książkę, która przyniosła opamiętanie: "Feng Shui Jak pozbyć się bałaganu ze swojego życia" Karen Kingston. Dlatego właśnie jestem ciężkouleczalną a nie nieuleczalną bałaganiarą. :) Od czasu do czasu wyciągam tą książkę z półki i biorę się za porządki. Za każdym razem udaje mi się pozbyć nieco z tych rzeczy, które poprzednim razem absolutnie jeszcze były mi potrzebne. Ostatnie inspirowane tą książką porządki były zdecydowanie zbyt dawno. Nadszedł czas. 
Zakładam niniejszym Pokładowy Dziennik Porządkowy. Znam siebie i nawet się nie łudzę że będę wpisy aktualizować codziennie. Postaram się jednak przynajmniej raz w tygodniu zdać relację z tego jak mi idzie. Tym razem muszę dać sobie radę sama /książka chwilowo jest wypożyczona/ Mam za to inną wyjątkową motywację - nie mogę /wróć/ NIE CHCĘ zabierać tej całej graciarni z nami do nowego domu. Wiosna sprzyja sprzątaniu /przynajmniej tak się mówi/ a więc: Kapitanie do dzieła!
Plany najlepiej wprowadzać w życie od razu, zanim zacznie się spychologia... uciekam do sprzątania..
miłego weekendu 
doominion